4 października 2018 roku zapisał się w historii polskiego parlamentaryzmu jako dzień wystąpienia przeciw rozumowi. Głosami większości parlamentarnej do prac w komisji trafił projekt ustawy znoszącej obowiązek szczepień. Politycy tłumaczyli swoją decyzję chęcią dania szansy na dalsze procedowanie projektom społecznym – wszystkim bez wyjątku, jednak trudno nie kryć oburzenia, gdy mowa o prawie, którego wprowadzenie stwarzałoby realne zagrożenie epidemiczne. Na szczęście 9. listopada projekt został przez Sejm odrzucony. Nie ostudziło to jednak zapału środowisk antyszczepionkowców, by toczyć dalej swoją batalię. W tej zaś wykorzystywane są metody manipulacji znane od lat w psychologii społecznej.

Czy poglądy wywołują raka?

Proepidemicy, bo tak należałoby określać przeciwników szczepień, mają zdeterminowaną reprezentację w postaci stowarzyszeń, na których czele znajdziemy ekspertów rozmaitych dziedzin – od hutnictwa do ubezpieczeń, trudno jednak nawet w samych szeregach tych organizacji znaleźć specjalistów w ochronie zdrowia. Nie są więc to gremia eksperckie, lecz grupy zainteresowań, w których dominują amatorzy aspirujący do roli znawców tematu. Opierają się na niewiarygodnych źródłach, zyskując poklask bezkrytycznej części odbiorców, głównie w internecie.

Warto ukazać kilka technik wywierania wpływu, jakimi posługują się zwolennicy metod alternatywnych, w tym proepidemicy. Jedna z nich określana jest w psychologii mianem „prawa małych liczb”. Opisał ją laureat Nagrody Nobla prof. Daniel Kahneman [1]. Do jej scharakteryzowania posłużył się ciekawym przykładem. Kiedy przebadano wszystkie hrabstwa Stanów Zjednoczonych pod kątem zapadalności na raka nerek okazało się, że najmniej zachorowań występuje na wiejskich, rzadko zaludnionych rejonach Środkowego Zachodu, Zachodu i Południa, gdzie największym powodzeniem cieszy się Partia Republikańska. Wniosek zwolennika teorii spiskowych mógłby brzmieć: „Poglądy konserwatywne sprzyjają zachowaniu zdrowia” albo „Wiejskie powietrze zmniejsza ryzyko zapadnięcia na nowotwór nerek”. Okazałoby się jednak, że żadne z tych wyjaśnień nie jest poprawne. Kahneman zaproponował rozwiązanie natury statystycznej, zgodnie z którym wyniki skrajne (czy to niskie, czy wysokie) częściej pojawiają się w małych próbkach niż w dużych. Podkreślał także, że nie jest to wyjaśnienie przyczynowo-skutkowe. W przypadku niewielkiej społeczności wskaźnik występowania nowotworu mógł być wyższy od ogólnej, jak i od niej niższy. Na tym polega prawo małych liczb, że trudno w nim o reprezentatywne wyniki.

W jaki sposób odnieść to prawo do antyszczepionkowców? Chociażby przywołując wystąpienie niepożądanego odczynu poszczepiennego (w skrócie NOP). Jak informuje Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, NOP występuje w Polsce w 1 na 10.000 przypadków. Do niepożądanych odczynów należy m.in. przywoływana często przez proepidemików reakcja anafilaktyczna. Trzeba jednak dodać, że jej wystąpienie graniczy niemal z cudem, gdyż pojawia się u 1 na 1.000.000 pacjentów [2]. Tymczasem po zebraniu relacji kilkorga pacjentów, w tym doniesień z prasy brukowej i to niekoniecznie polskiej, można szafować argumentami o zagrożeniu, któremu uległo wiele dzieci, takich jak Ania, Michael czy Iwan. Te jednostkowe przykłady wykorzystane jako argument w dyskusji to wprost książkowe prawo małych liczb. Na bazie szczątkowych danych wyciągane są nieuprawnione wnioski. W tym przypadku mówiące o realnym niebezpieczeństwie grożącym dzieciom szczepionym. Prawdopodobieństwo wystąpienia u nich NOP jest statystycznie 10 razy niższe niż ryzyko utonięcia, 20 razy niższe niż zostanie przejechanym na pasach oraz 100 razy niższe niż śmierć w wypadku samochodowym. Idąc tokiem myślenia proepidemików, należałoby najpierw zakazać korzystania z basenów, jezior i mórz, przechodzenia przez jezdnię oraz korzystania z samochodów.

Trzeba w tym miejscu jednoznacznie oddzielić rozumienie przyczyny od korelacji. Mylenie tych pojęć jest zjawiskiem w debacie na argumenty i pseudo-argumenty powszechnym. Związek przyczynowy, jak jego nazwa sugeruje, polega na tym, że z A wynika B. Korelacja zaś to zjawisko oparte na współwystępowaniu jednego z drugim. W przypadku dzieci, u których jakiś czas po zaszczepieniu zdiagnozowano autyzm nie można mówić o związku przyczynowo-skutkowym, ponieważ jednoznacznie wykluczono możliwość rozwinięcia się tej choroby w wyniku szczepień. Jest to więc korelacja, z której proepidemicy czynią nieuczciwie argument przyczynowy, dokonując w ten sposób manipulacji. Autyzm pojawia się bowiem u 1 na około 40 chłopców oraz u 1 na około 190 dziewczynek, zaś pierwsze objawy dostrzega się między 12 a 18 miesiącem życia. Szczepionkę MMR (trójskładnikowa szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce), która według zwolenników teorii spiskowych autyzm powoduje, podaje się w około 13-14 miesiącu życia. Wniosek nasuwa się sam. Jest to czas pojawienia się pierwszych objawów autyzmu. Czysta korelacja. Aby jednak do tej konstatacji dojść, potrzeba faktów, nie zaś wyobrażeń wysnutych ze szczątkowych danych.

Kościół antyszczepionkowców

 Grupy proepidemików oraz zwolenników alternatywnych form postępowania z chorobą (medycyna alternatywna to wyrażenie sprzeczne i niepoprawne, podobnie jak alternatywne powietrze czy alternatywna ziemia) można porównać do zgromadzeń wokół wybranych form kultu. Struktura i mechanizmy powstawania grup religijnych są bliskie tym, jakie wytwarzają osoby skoncentrowane na jednej idei, będącej przez znaczą część społeczeństwa odrzuconą. Podobnie jak w dowolnym kościele mamy grono wyznawców konkretnego poglądu. Są wśród nich liderzy przewodzący ruchowi i uchodzący za autorytety. To oni reprezentują grupę na zewnątrz, bronią jej własną piersią i dają jej swoją twarz. Jednocześnie przynoszą pocieszenie strapionym, świadczą pomoc ofiarom szczepień i skrzętnie zbierają argumenty przemawiające na rzecz swoich racji.

Członkowie wspólnoty okazują sobie wsparcie w borykaniu się z ciężarem życia oraz kwestiami, wokół których jednoczy się ich wspólnota. W tym przypadku będą to choroby zakaźne. Mimo że czują się nierozumiani przez społeczeństwo, to rekompensują sobie piętno odszczepieńców poczuciem wyższości dzięki dostępowi do prawdy. I tu napotykamy na rzecz znamienną. Każda religia głosi odkrycie prawdy. Religia proepidemiczna także taką prawdą dysponuje. Jest nią rzekomo prawdziwa wiedza o zagrożeniu, jakie czyha na ludzi ufających wykształconym medykom i farmaceutom. Pojawia się jednocześnie pierwiastek zła. Są nimi koncerny farmaceutyczne, który realizują tajemny plan eksterminacji ludzkości i zbicia wielkiego kapitału. Wytwarza się poczucie zagrożenia, które wspólnotę jeszcze bardziej integruje i zagrzewa jednocześnie do walki. Proepidemicy mają swoje zasady i postulaty, z którymi usiłują się przebić. Głoszą więc swą ewangelię, do której innowiercy wyraźnie niedorośli. Przestrzenią ich katechezy staje się głównie internet. Tam dzielą się spostrzeżeniami, tam atakują niewiernych, tam dają upust emocjom i tam wreszcie szukają bliskich sobie rozproszonych dusz, by umówić się na odra party.

Oto kościół antyszczepionkowców. Przepełniony poczuciem odrzucenia, paranoiczny w tropieniu spisków i niestety, niekoniecznie zabawny. Kiedy bowiem mowa o ludzkim zdrowiu, nie ma miejsca na żarty. A zagrożenie jest poważne. Jak informuje Główny Inspektorat Sanitarny, od stycznia do września 2018 roku liczba zachorowań na odrę wyniosła 123 osoby – blisko trzykrotnie więcej aniżeli w analogicznym okresie w roku poprzednim. Sytuacja w Europie przedstawia się jeszcze bardziej alarmująco. Najwięcej zachorowań na odrę w Unii Europejskiej odnotowano w Rumunii (5 100 przypadków), Francji (2 702), Grecji (2 290), Włoszech (2 248), zaś spośród krajów niewchodzących w skład wspólnoty, prym wiedzie Ukraina z 32 tysiącami zachorowań [3].

Autorytety spod ciemnej gwiazdy

Antyszczepionkowcy posługują się starą jak świat regułą autorytetu, choć tu wydają się być na przegranej pozycji. Klasyczne badania nad tym zjawiskiem przeprowadził Stanley Milgram w 1961 roku. Osoby badane miały rzekomo podawać człowiekowi, który źle odpowie na postawione pytanie coraz większe dawki prądu. Rzecz jasna, człowiek ten był podstawiony, a w przewodach nie było napięcia. Wraz z kolejnymi błędnymi odpowiedziami natężenie prądu wzrastało. Kiedy badani wykazywali wątpliwości co do zwiększania napięcia, słysząc jęki i konwulsje poddawanego rzekomo pieszczeniu prądem mężczyzny, sędziwy pan w białym kitlu zachęcał ich do kontynuowania eksperymentu. Ponad połowa podała dawkę śmiertelną. Eksperyment ten jako żywo obrazuje siłę oddziaływania autorytetu.

Są jednak również eksperymenty mniej drastyczne, jak ten przeprowadzony w 1974 roku przez Leonarda Bickmana. Podstawiony przez badaczy mężczyzna zatrzymywał przechodniów i wskazywał na człowieka stojącego kilkanaście metrów dalej mówiąc: „Widzi pan tego faceta stojącego przy parkometrze? Zabrakło mu monet. Proszę dać mu dziesięciocentówkę!”. Następnie odwracał się i odchodził znikając za rogiem, tak, że kiedy proszony podchodził do mężczyzny przy parkometrze, proszący był już niewidoczny.  W jednym przypadku proszący ubrany był po cywilnemu, innym razem zaś miał na sobie mundur. Wyniki badań nie pozostawiały wątpliwości. Kiedy mężczyzna ubrany był zwyczajnie, odsetek osób spełniających jego prośbę wynosił 42%. Kiedy jednak miał na sobie mundur, wartość ta wzrosła do 92% [4].

Aby skutecznie posłużyć się autorytetem czasem wystarczy powołać się na osobę mającą stopień lub tytuł naukowy, co dla mniej krytycznego odbiorcy może okazać się wystarczającą przesłanką, by uznać, że oto ma do czynienia z osobą kompetentną, ekspertem w dziedzinie, o której się wypowiada, naukowcem z krwi i kości. Wiemy jednak, iż rzeczywistość wygląda zgoła inaczej. Kim są bowiem autorytety ruchu antyszczepionkowego? Ruch ten wspiera wspomniany już znachor Jerzy Zięba, z wykształcenia inżynier hutnictwa zajmujący się także hipnozą. Często cytowanym polskim lekarzem jest dr Dorota Sienkiewicz specjalizująca się nie w epidemiologii, ani nawet nie w pediatrii czy medycynie rodzinnej, lecz… rehabilitacji.

Spośród zagranicznych ekspertów niewątpliwie najważniejszym jest skompromitowany lekarz Andrew Wakefield. To właśnie on wraz z zespołem opublikował na łamach prestiżowego czasopisma „Lancet” wyniki badań, z których rzekomo wynikało, iż istnieje związek pomiędzy podawaniem szczepionki MMR a pojawianiem się autyzmu u dzieci. Śledztwo, jakie przeprowadzili dziennikarze „The Sunday Times” wykazało jednak, że wyniki badań były sfałszowane, zaś sam Wakefield został przekupiony. Miał przyjąć blisko pół miliona funtów od kancelarii reprezentujących rodziny dzieci, domagające się odszkodowań z tytułu wystąpienia autyzmu skorelowanego z zaaplikowaniem szczepionki. W rezultacie Wakefield stracił uprawnienia wykonywania zawodu lekarza na terenie Wielkiej Brytanii. Warto także dodać, że żadne badania nie potwierdziły stawianych przez niego tez.

Trzeba zatem stwierdzić jednoznacznie i stwierdzenie to powtarzać, gdzie tylko to możliwe: szczepienia nie powodują autyzmu. Teza ta została oparta na sfałszowanych danych. Tego rodzaju wiedzę krzewią często osoby niemające kierunkowego wykształcenia lub zdyskredytowane w swoich środowiskach.

Oczywiście w jakimś stopniu nie można dziwić się rozpaczy rodziców, który dziecko zostało dotknięte autyzmem oraz ich rozpaczliwego poszukiwania uzasadnienia takiego stanu. Uzasadnienia jednak na tę chwilę medycyna w sposób wyczerpujący dostarczyć nie potrafi. Potrafi za to bez najmniejszej wątpliwości orzec, że bynajmniej z chorobą tą nie mają związku szczepienia.

Myśli w krzywym zwierciadle

Istnieje cały szereg błędów poznawczych (a więc zniekształceń myślenia), które można zidentyfikować u osób wyznających teorie spiskowe związane ze szczepieniami. Jednym  tych błędów jest myślenie dwubiegunowe, kolejnym zaś filtrowanie. Na czym one polegają? Mianowicie osoba charakteryzująca się tym pierwszym postrzega rzeczywistość wyłącznie w kategoriach dobra i zła, bieli i czerni. Nie istnieją dla niej rozwiązania pośrednie, nie całkiem dobre, ale wcale również nie takie złe. Często łączy się z tym podejrzliwość i owo filtrowanie. Przykładem myślenia dwubiegunowego jest choćby przekonanie, że lekarze są źli, a ich przeciwnicy dobrzy. Rzeczywistość dzieli się więc na wielką społeczność medyków chcących dla ludzi jak najgorzej oraz owych nielicznych Mohikanów, którzy mimo społecznej infamii, walczą o zdrowe generacje negując słuszność szczepień.

Filtrowanie zaś to przykład dopełnienia myślenia dwubiegunowego. Osoba charakteryzująca się taką perspektywą filtruje dostępne wiadomości, wyłapując jedynie te, które potwierdzają słuszność jej poglądów. Jeśli zatem jest przekonana, że środowisko medyczne ma złe intencje, będzie poszukiwać przykładów potwierdzających tę tezę, choćby poprzez wyłapywanie błędów w sztuce lekarskiej czy tych nielicznych przykładów wystąpienia niepożądanych odczynów poszczepiennych na potwierdzenie szalonej tezy o szkodzących pacjentom lekarzach i truciznach zawartych w szczepionkach. Innym błędem poznawczym niezwykle bliskim myśleniu dwubiegunowemu jest generalizacja, której najlepszym przykładem może być opisane wyżej prawo małych liczb.

Skrajnym, lecz niestety dość powszechnym (i to nie tylko w kwestii szczepień) przykładem zniekształcenia poznawczego jest tzw. efekt Dunninga-Kurgera, polegający na tym, że osoby będące ekspertami w danej dziedzinie mają tendencję do zaniżania swoich kwalifikacji, zaś osoby niewykształcone w danym obszarze swoje kompetencje przeceniają, pretendując do roli specjalistów. Według badaczy, osoby przeceniające swoje zdolności nie są w stanie dokonać obiektywnej autorefleksji w zakresie, w którym uważają się za ekspertów. Postrzegają swoją wiedzę i umiejętności jako większe – zwykle nie mając odpowiedniego w tym zakresie przeszkolenia. Jednocześnie w sposób zniekształcony odbierają kompetencje innych, równając się z ekspertami lub też uważając siebie za ich przewyższających. Dopiero próba odbycia szkolenia w konkretnej dziedzinie sprawia, że ich osąd ulega zmianie i zaczynają dostrzegać swoje braki. Jak mówi stare porzekadło – im dalej w las, tym więcej drzew.

Trzeba jednak postawić pytanie, czy ktoś, kto jest święcie przekonany o słuszności poglądów proepidemicznych i znajduje na ich potwierdzenie szereg argumentów, byłby w stanie naruszyć wznoszoną z mozołem konstrukcję swego świata pod wpływem wiedzy przekazywanej przez tych, którzy rzekomo są tego świata wrogami? Opór wobec logicznych argumentów oraz przesadna wiara w zjawiska niepotwierdzone w psychiatrii diagnozowane bywają jako symptomy psychozy. Czy możemy więc mówić o antyszczepionowej psychozie? Pozostawmy to pytanie otwartym.

Proepidemicy często posługują się narracjami opartymi na lęku. A lęk może istotnie być całkiem spory, kiedy mowa o życiu i śmierci dziecka. Przekazując narrację o niemowlętach, które w sposób nagły zmarły lub zapadły na nieuleczalne choroby pod wpływem substancji zawartych w szczepionkach działa na wyobraźnię, szczególnie osób mało krytycznych wobec rzeczywistości, w której żyją. Narracje oparte na lęku wykorzystywano w historii polityki wielokrotnie. I okazywały się niezwykle skuteczne.

Obrońcy rozumu

Jest jednak wiele informacji optymistycznych. Istnieją ludzie i projekty skutecznie przeciwdziałający poglądom proepidemicznym. Wytrwały bój w obronie rozumu toczy między innymi lekarz pediatra z Tych Dawid Ciemięga (www.fb.com/lekarzdawidciemiega) oraz biolog, autor bloga To tylko teoria, Łukasz Sakowski (www.fb.com/totylkoteoria, www.totylkoteoria.pl). Obaj panowie publikują materiały wskazujące z jednej strony na wszelkie medyczne przesłanki do obowiązkowego stosowania szczepień, z drugiej zaś obnażające kłamstwa proepidemików. Bywają za to jednocześnie częstokroć lżeni przez stronę proepidemiczną, której reprezentanci przekraczają niekiedy granicę prawa do poszanowania dobrego imienia.

Warto także wymienić ciekawe portale szerzące gruntowną z tego zakresu wiedzę. Najważniejszy to szczepienia.info, prowadzony przez Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego, obalający choćby takie mity, jak szkodliwość szczepienia wcześniaków, wspomniany autyzm jako skutek szczepień, zarażanie innych osób wirusami, przed którymi dana szczepionka chroni,  o grypie będącej rzekomo odmianą przeziębienia czy szczepionkach jako głównym zysku firm farmaceutycznych. Na znakomity pomysł wpadli również autorzy portalu www.stopstopnop.pl, prezentujący najważniejsze informacje dotyczące szczepień w formie komiksów. Wydaje się, że jest to forma, która w sposób przystępny rozwiewa wszelkie wątpliwości propagowane przez proepidemików, poczynając od autyzmu (informuje nawet o nieuczciwości Wakefielda), przez kwestie obowiązku szczepień aż do czytelnego wyjaśnienia, na czym z biologicznego punktu widzenia polega właśnie szczepienie. Na szczęście proepidemicy są w Polsce nadal w zdecydowanej mniejszości. I na barkach każdego, kto do kościoła proepidemików nie należy spoczywa obowiązek, aby tak pozostało.

[1] D. Kahneman, Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym, Poznań 2012

[2] http://szczepienia.pzh.gov.pl/wszystko-o-szczepieniach/co-to-sa-niepozadane-odczyny-poszczepienne/, dostęp: 5.12.2018 r.

[3] https://gis.gov.pl/wypoczynek/odra-zachorowania-na-swiecie/ , dostęp: 5.12.2018 r.

[4] R. Cialdini, Wywieranie wpływu na ludzi. Teoria i praktyka, Sopot 2013