O mnie

W PIGUŁCE

Praktyk psychologii stosowanej w marketingu, edukacji oraz rozwoju człowieka i organizacji. Wykładowca na poznańskich i warszawskich uczelniach. Trener, terapeuta, manager. Z zamierzchłych czasów historyk kultury.

KRÓTKA HISTORIA

„Pana plan to jak wymiana Cracovii na Wisłę Kraków. Ale jak pan chce” – powiedział z przekąsem mój tutor. Jako studenci studiów międzywydziałowych mieliśmy szczęście znajdować się pod opieką wybranego profesora, na wzór amerykańskich college’y. Tamtego dnia przyszedłem do niego z prośbą o podpisanie zgody na moje przeniesienie z kierunku wiedza o kulturze śródziemnomorskiej na hellenistyka. Uznałem, że Grecy interesują mnie na tyle, że mogę poświęcić Italię i oddać się wyłącznie poznawaniu ich kultury i dziejów. Ostatecznie nie dotrwałem do końca. Zadałem sobie pytanie, czy wchodzę w ten obszar w 110%, a tego nauka języka greckiego wymaga. Nie mogłem odpowiedzieć twierdząco. Więc zdezerterowałem. Był to tylko jeden z przykładów moich akademickich tułaczek, które powiodły przez około 10 kierunków, z których ukończyłem połowę. To nie jest przykład zdolności, bo co to za zdolność wybierać jedne studia po drugich. To bardziej przykład wewnętrznego niepokoju. Nie potrafię zawęzić swoich zainteresowań i uwagi do jednego obszaru, bo każdy obszar wiąże się z kolejnymi. Kiedy więc przygotowywałem swoją pierwszą w życiu pracę dyplomową (z historii), opisałem architekturę i rzeźbę starożytnego królestwa Pergamonu. Odkryłem ze zdumieniem, że sztuka finansowana przez monarchów tego państwa stanowiła nic innego, jak część politycznego PRu. Tym sposobem zacząłem odkrywać psychologię wpływu społecznego. Wtedy skontaktowałem się z prof. Philipem Zimbardo, z którym raz po raz jeszcze koresponduję. Zimbardo zgodził się napisać kilka zdań do mojej książki zatytułowanej „Starożytny PR”. Mnie natomiast dodatkowo zainteresowało jego najnowsze dzieło zwane Heroic Imagination Project. Zainicjowałem stworzenie polskiej odsłony HIP, która po przekazaniu jej przeze mnie w dobre ręce rozwija się znakomicie.
Zainteresowanie psychologią naznaczyło moje kolejne poszukiwania. Krok po kroku trop ten powiódł mnie ku mózgowi. Miałem poczucie, że nie zrozumiem psychologii bez zrozumienia źródła ludzkiej psychiki. Wybrałem się więc na studia kognitywistyczne, by mózg poznawać wszechstronnie. W swoim doktoracie chciałem natomiast zebrać swoje zainteresowania w jedno. I tak napisałem o tym, co o mózgu wiedzieli Grecy zestawiając ich odkrycia ze stanem współczesnej nauki. Coraz lepiej rozumiejąc funkcjonowanie ludzkiego mózgu moją uwagę przykuły zaburzenia jego czynności. Zacząłem poznawać metody psychoterapeutyczne, a następnie podjąłem specjalistyczne szkolenia w tym zakresie (w nurcie poznawczo-behawioralnym oraz skoncentrowanym na rozwiązaniach). Zainicjowałem też (po części z pobudek egoistycznych) wirtualny projekt autoterapia.eu, nad którym patronat objęła żona twórcy terapii poznawczej, dr Debbie Ellis.
Po drodze ukończyłem studia podyplomowe z coachingu oraz kwalifikacyjne studia z resocjalizacji. Dzięki temu miałem okazję współtworzyć unikalny kierunek, jakim wówczas w skali Polski było doradztwo i coaching w Wyższej Szkole Nauk Humanistycznych i Dziennikarstwa. Będąc oddelegowany do jego promocji zacząłem zgłębiać tajniki marketingu. Marketing podmiotów edukacyjnych był pierwszą odsłoną tych nowych zainteresowań. Z biegiem czasu dochodziłem do wniosku, że moje spojrzenie na marketing jest powierzchowne. Że trzeba spoglądać bardziej wnikliwie, głębiej. I że z pomocą może przyjść mi wiedza o ludzkim mózgu i psychice. Zacząłem ponownie integrować dotychczasowe pasje. Użyteczna okazała się także historia kultury. Symbolika, którą posługujemy się jako konsumenci w postrzeganiu produktów, usług czy marek jest głęboko zakorzeniona w naszej kulturze. Ten mix wydał mi się podejściem całkiem rozsądny. Idę tą drogą. Prowadzę szkolenia (neuro i psycho), piszę i wspieram rozmaite podmioty (od branży edukacyjnej przez budowlaną do bankowej) w budowaniu skutecznych komunikatów. Niewykluczone jednak, że za parę lat znowu zamienię Wisłę na Cracovię. Natura włóczęgi jest chyba niezbywalna.