Też serio

Mam naturę włóczęgi. Włóczyłem się po różnych studiach i włóczę się do dziś po różnych obszarach badawczych. Studiowałem na około 10 kierunkach i specjalnościach, z czego ukończyłem mniej więcej połowę. Mógłbym malować laurkę, twierdząc, że każdy z nietrafionych wyborów stanowił naukę, ale byłby to nonsens. Niektóre ścieżki były dla mnie tylko ślepymi uliczkami, czyli stratą. Mam złożoną relację z teatrem. Ciche dni (a raczej lata) trwają prawie od dekady – z małymi przebłyskami, które jednak niewiele zmieniają. Może kiedyś poświęcę sztuce więcej czasu, nie mam jednak pewności. Sporą część dorosłego życia oddałem antykowi, czyli dalekiej przeszłości, która zawsze mnie uspokajała. A najbardziej grecka architektura, która milczy. Ta relacja jest zdecydowanie bardziej żywotna. Przewidywane rozłąki nigdy nie następują. Obiecuję sobie, że pewnego wakacyjnego dnia zrealizuję postanowienie o przerobieniu od deski do deski „Łaciny bez pomocy Orbiliusza” (Lidii Winniczuk) oraz „Języka greckiego Nowego Testamentu” (Krzysztofa Bardskiego). Zrobię to. Kiedyś to po prostu zrobię, bez gadania. I mózg. Przedmiot mojej fascynacji. Zainspirowany wykładami na toruńskiej kognitywistyce, poświęcam mózgowi najwięcej zawodowego i prywatnego czasu, łącząc tę materię ze zdobywaniem szlifów psychoterapeutycznych i pogłębianiu wiedzy z psychologii klinicznej. Mózg nigdy nie jest wymówką. A gdy odciąga moją uwagę (lub raczej – gdy sam ją ku niemu z premedytacją zwracam) nie mam wyrzutów sumienia. Języki i mózg to jedyne obszary, które usprawiedliwią zawsze mnie przed samym sobą. I teraz, zgodnie z tradycją notek biograficznych, o tym, co lubię. Prozę Patricka Modiano (i pragmatyzm samego autora, który mówi, że pisze krótkie książki, by więcej zarobić), poezję Zbigniewa Herberta, dowcip Larry’ego Davida, losy Franka Underwooda i Pablo Escobara (RIP). Chciałbym mieć w sobie dyscyplinę Benedykta XVI i pogodę ducha Dalajlamy. Niewykonalne 🙂